17 czerwca 2015

Rozdział V

Następnego dnia o świcie, gdy Damon wszedł do kuchni, zauważył porozstawiane wszędzie liczne probówki, jakby ktoś próbował zmienić kuchnię pensjonatu na laboratorium, oraz przewrócone krzesło. Uniósł jedną brew, po czym wzruszył ramionami i przeszedł przez pokój ostrożnie. Gdy dotarł do blatu, nalał sobie wodę do szklanki i w przyjemnej dla ucha ciszy wypił jej zawartość. I tak kilkanaście razy.
Gdy odstawił szklankę do zlewu, do kuchni weszła Admes.  Admes, która wyglądała jak dziecko zombie i potwora Frankensteina, przy okazji bardzo blisko spokrewnionego z polskim upiorem. Podsumowując, wyglądała strasznie, a nawet straszniej od strasznie i patrząc na nią, miało się ochotę tylko płakać oraz wyciągać kołek. Ale tak to działało w stosunku do dwóch nastolatek, które zostały wzięte pod opiekę przez Salvatore’ów.
- Nie spałaś? – zapytał beztrosko szeptem, obserwując jak nastolatka zaczyna machinalnym ruchem zbierać Zestaw Szalonego Chemika i czyści go, będąc na autopilocie.
- Nie mogłam zasnąć – jęknęła tonem, po którym domyślił się, że owszem, mogła.
Damon przewrócił oczami, powstrzymując się przed złośliwym komentarzem. Domyślenie się, że zrobiła to specjalnie, przy okazji lekceważąc swoją potrzebę snu i zdrowie, nie było trudne.
- Taaa, jaasssne – mruknął, podchodząc do niej.
Spróbował zabrać jej probówkę, która chwilę potem roztrzaskała się na podłodze. Damon teoretycznie mógł powstrzymać szklany przedmiot przed upadkiem, ale wampir na kacu nie jest tak sprawny jak normalny wampir.
- Sorry – westchnął nieprzejęty.
- Sorry?! Sorry?! Myślisz, że gdyby mugole przeprosili Voldemorta, przestałby ich zabijać?! Że gdyby Hitler przeprosił Żydów i Europę i świat, jego grzechy byłyby odpuszczone?! Chcesz płonąć w piekle/zwiedzać Tartar/żeby twój duch włóczył się po świecie, nie zaznając spokoju?!
- Może… dokończę za ciebie sprzątanie, a ty pójdziesz się położyć? – zapytał nieco zbity z tropu Damon, unosząc brwi.
- Okej – zgodziła się potulnie i odeszła, nucąc pod nosem jakąś dziwną piosenkę.
Damon, mimo swoich dobrych chęci, nie zamierzał sprzątać po kuzynce, więc  poczekał chwilę na miejscu i pooglądał sobie sufit. Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek, kiedy do kuchni wszedł Stefan. Stefan stanął tuż przy framudze drzwi. Stefan w szlafroku. Zaskoczony Stefan. Stefan ze zmarszczonym czołem.
- Co to za krzyki? – zapytał, zakładając ręce na piersi. – Admes?
- Mała ma problemy ze snem – wyjaśnił Damon ze wzruszeniem ramion,
- Mała? – Stefan uniósł lewą brew.
- Taaa. Mała, słodka Admes. I zadziorna, urocza Eviliddles. I ty. I ja. Fajna rodzinka, nie? Powinni o nas napisać jakąś książkę. – Damon wyszczerzył się do brata.
- Damon… O nas już jest seria książek, serial i masa fanfiction w Internecie… - Stefan zagryzł dolną wargę.
- Tak długo jak nie łączą mnie z Klausem, mogą żyć – oznajmił Damon, wychodząc.  – Posprzątaj.
Stefan westchnął, posprzątał i zrobił naleśniki, popijając kawę od czasu do czasu i parę razy ją na siebie wylewając. Gdy skończył, do kuchni wkroczyła dumnie Caroline. Wyglądała jak wiosna, promienista i świeża, w zwiewnej zielonej sukience.
- Cześć – rzuciła na wejściu z uśmiechem.
- Cześć… - odpowiedział niepewnie Stefan. – Mogę w czymś pomóc?
- Miałam ostatnio sprawę, ale was nie było i załatwiłam to sama. Dzięki, że zostawiłeś kartkę. – Stefan westchnął z ulgą. – Ale słyszałam ostatnio coś ciekawego. Bonnie powiedziała, że wie od Eleny, która wie od Matta, że Damon był wczoraj w Mystic Grill z jakąś młodą dziewczyną. – Caroline nachyliła się do niego, szepcząc teatralnie. – Wiesz coś o tym?
- To nasza siostra, Evi – wyjaśnił szatyn, na co oczy blondynki rozszerzyły się w zaskoczeniu.
- Macie siostrę, o której nikt nie wie? Nieładnie, Stefan. – Caroline puściła mu oczko. – Chcę wszyyystko wiedzieć.
- My też nie wiedzieliśmy – bronił się Stefan. – Dopiero wczoraj nam o tym powiedziano.
- Jak mogliście o tym nie wiedzieć? – zapytała Caroline, pstrykając go karcąco w nos.
- Jak to jak? Normalnie… - prychnął Stefan. – Nigdy wcześniej jej nie widzieliśmy.
- Czyli w naszym miasteczku pojawił się kolejny wampir? Świetnie… Jeszcze trochę i nie będzie co jeść. – Caroline westchnęła. – Jakby tego było mało, to jeszcze kolejny Salvatore.
- Ej! – oburzył się Stefan. – Evi nie jest wampirem.
Oczy Caroline rozszerzyły się w szoku, a do kuchni wszedł Damon. Zaraz za nim wczołgała się Evi w piżamie i roztrzepanych włosach. Caroline patrzała się na nią jak na ducha, gdy szatynka usiadła przy stole, nawet ich nie zauważając i zaczęła jeść śniadanie. Stefan mógłby nakręcić dokument o swojej siostrze, a w nim na pewno umieściłby informację o tym, że Evi nie jest rannym ptaszkiem. I nawet południowym.
- Mógłbyś wyjaśnić mi, jak to możliwe, że wy – tu wskazała palcem Damona i Stefana – którzy macie ponad sto lat, macie siostrę, która jest nastolatką?
- Może ja się tym zajmę. – Damon wyszczerzył się w jej stronę. – Zaczynamy od postaw. A było to tak… 

11 czerwca 2015

Rozdział IV

Co działo się w tym czasie u naszych kochanych wycieczkowiczów? Damon udał się do Mystic Grilla, a Evi poszła z nim, cały czas dając świadectwo swej obecności (po ludzku: cały czas coś komentowała albo wyśmiewała, a Damon starał się ją ignorować). Było tam mnóstwo miejsca, bo nikt nie uznał tego wieczoru za jakoś szczególnie rozrywkowy. Albo po prostu imprezowicze odpoczywali po imprezie, która była poprzedniego dnia, a która miała jeszcze długo śnić się po nocach właścicielowi. Damon, który teraz pragnął względnego spokoju, miał ochotę rozpłakać się z furii i frustracji, gdy zauważył dwóch Pierwotnych- Klausa i Kola. I Matta, który najpewniej zaraz pójdzie na dywanik Eleny i powie jej, że był w barze z Evi, której nikt jeszcze nie znał. Nie chciał poznawać reakcji Eleny. Chwilę później zdał sobie sprawę, że nie musi już odpowiadać przed sobowtórem; nigdy nie czuł się tak wolny.
- No chodź - warknęła w jego stronę Eviliddles, ciągnąć go w stronę miejsca, które było niebezpiecznie blisko Pierwotnych.
Po moim trupie, pomyślał Damon, ale nie chcąc wyjść na mięczaka, nie odezwał się ani słowem. Ruszył powoli, mając nadzieję, że nikt go nie zaczepi. A gdy Kol poszedł z telefonem przy uchu w stronę wyjścia i rzucił mu irytujący uśmiech, miał ochotę skręcić komuś kark. Może Kolowi?
Eviliddles wydała się być zainteresowana Mattem, a dokładniej mówiąc – jego zajęciem.  Nie była w połowie Polką jak Admes, więc nie ciągnęło jej do alkoholu aż tak bardzo. Spędzała jednak dużo czasu z kuzynką, która najwyraźniej od kilku lat dążyła do tytułu Alkoholika Roku. Albo rodu, bo Damon według Evi też wyglądał na kogoś z tendencją do picia. Była ciekawa, czy ktoś taki jak Damon będzie tolerował „polskość” jej kuzynki i w przeciwieństwie do babci pozwoli jej sobie „poużywać”.
Gdy udało jej się dociągnąć brata do baru, od razu zamówiła dla siebie Sprite’a w puszce, a Damon odzyskał głos i zamówił gin. Siedzący obok mężczyzna, dość młody, niebieskie oczy, dość wysoki, naszyjnik, brak znaków szczególnych, ciężki do opisania dla miejscowej policji. Mężczyzna zwrócił niemal od razu swoją uwagę na nich, ale jeszcze się nie zdecydował czy włączyć się w rozmowę czy podsłuchiwać z pewnej odległości.  Uśmiechnął się w tak irytujący sposób, że Evi chciała zrobić zdjęcie i zachować, a potem wymienił spojrzenia z Damonem. Eviliddles po kontrolnym zerknięciu zdała sobie sprawę, że Damon nie wyglądał na zadowolonego, raczej rozczarowanego, jakby w tym roku odwołali święta.
- Klaus, co za miłe spotkanie – uśmiechnął się Damon w bardzo wymuszony sposób.
To, że mieli teraz wspólny cel, czyli znalezienie magicznego (i możliwe, że wyimaginowanego) lekarstwa, nie znaczyła, że zaczęli całować się w policzki na powitanie. Sekundę później Damona olśniło, że nie mają już wspólnego celu, bo przestało mu zależeć na powodzeniu misji „Elena Gilbert znowu ludziem”, o czym już ją poinformował. Nie przyjęła tego z zadowoleniem. Evi tymczasem pomyślała, to Klaus, ten Niemiec, ten, co zapłodnił kogoś tam.
- Kim jest twoja urocza towarzyszka? – zapytał hybryda, unosząc brew z zadowolonym uśmiechem. – Czy nie powinieneś spędzać czasu z naszą kochaną Eleną?
- Co?! Nie! – wybuchnął Damon. – Teraz możesz mówić, że to twoja kochana Elena. Ja już mam dość tego całego dramatu.
- Wyluzuj, Damon – rzuciła Evi. – Bo się zaplujesz na śmierć. – Odwróciła się do Klausa i wyciągnęła rękę. – Eviliddles Salvatore, miło mi.
Damon uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy zszokowany Klaus zbierał swoją szczękę z podłogi.
- Niklaus Mikaelson – ucałował jej rękę. Eviliddles nie wyglądała na większą fankę etykiety dworskiej. – Ale wszyscy mówią na mnie Klaus.
- Brzmi trochę po niemiecku – zauważyła Evi. Damon parsknął śmiechem, bo jedynym Niemcem, jaki kojarzył mu się z Klausem, był Hitler.
Klaus uśmiechnął się krzywo, a dostrzegając machającego w jego stronę Kola, wstał, pożegnał się grzecznie i wyszedł. Niezrażona tym Evi zaczęła wypijać swojego Sprite’a, porażona stwierdzeniem, że polubiła blondyna.
Gdy Rebekah skończyła swój monolog i wysłuchiwanie komentarzy i pytań Admes, która słuchała jej z uwagą od początku do końca, zadowolona opuściła pensjonat. Stefan nie zauważył tego, zbyt zajęty graniem w jakieś myszki. Admes zajrzała mu tylko przez ramię, a potem wzięła „Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny” i zaczęła czytać.
Docierała już do momentu, w którym Hagrid oprowadzał Harry’ego po ulicy Pokątnej, gdy Eviliddles i Damon wrócili do domu. Znaczy - Evi weszła, a Damon raczej się wczołgał.
- Jeszcze nie skończyłeś świętowania? – zapytał Stefan, nie odrywając się od gry. Zaciekawiona wyrwała mu telefon z rąk, ignorując pełne protestu krzyki brata.
- Nieee! – krzyknął Stefan, kiedy po odzyskaniu telefonu zauważył, że przegrał. – Przesyłam wyrazy nienawiści.
- Też w to gram. – Eviliddles zaczęła wbiegać po schodach. – Dobranoc!

Admes poszła w ślady Evi, nie odrywając się od książki i mrucząc ciche „branoc”. Obie planowały położyć się spać, a rano, cóż, Evi planowała swój poranek na popołudnie. Stefan i Damon zostali sami. Tyle, że obaj byli zajęci – Stefan graniem, a Damon z dywanu się zbieraniem.  

7 czerwca 2015

Rozdział III

Admes ożywiła się, gdy dotarł do niej sens słów. Hybryda! Dziecko! Klaus, który nie jest Niemcem! Ona i Rebekah chyba będą mogły prowadzić ciekawą konwersację. Wewnętrzny odkrywca odtańczył w niej taniec radości, który odczuła jako motyle w brzuchu i lekki szum w głowie, choć mogło to jeszcze oznaczać, że jest na dobrej drodze do upicia się.
- Mogłabyś wszystko opowiedzieć?- zapytała grzecznie.
W opowiadaniach babci poznawała różne stworzenia, historie i miejsca, w których było mnóstwo zaklęć, krwi i wszechobecnej nadprzyrodzoności. Słyszała również o Pierwotnej Hybrydzie i całej jego rodzinie. Zawsze kiedy Eviliddles szła na spacery i różne wycieczki ze znajomymi, jej kuzynka przychodziła do babci oraz słuchała, czytała i uczyła się o magii. Czuła, że miała do tego talent, a babcia zawsze utwierdzała ją w tym przekonaniu, wspominając czasami coś o jej niezależnym rdzeniu magicznym. Zawsze po czymś takim, ku rozbawieniu babci, machała patykiem, krzycząc o oczekiwaniu na list z Hogwartu. List nigdy nie dotarł, a panna Dereville była tym faktem bardzo rozczarowana.  A Slytherin był tak blisko!
- Jasne- odpowiedziała blondynka, łagodniejąc.- Tylko musiałabym wejść…
- Wejdź- powiedziała szybko niedoszła uczennica Hogwartu, ignorując mordercze spojrzenia Damona i Evi oraz to błagające o litość, które należało do Stefana.
- Dzięki- uśmiechnęła się, przekraczając próg i podchodząc do niej powoli z wyciągniętą dłonią.- Nazywam się Rebekah Mikaelson, a ty?
- Admes Dereville- przedstawiła się, nieśmiało ściskając rękę Rebeki.
- Co robisz w Mystic Falls, tej nadprzyrodzonej dziurze?- uśmiechnęła się przyjaźnie blondynka.
- Moi kuzyni- kiwnęła głową na Stefana i Damona- przejęli opiekę nade mną i Evi. A ty?
- Wróciłam tu z rodziną- westchnęła.- Ale nie sądzę, żeby moja rodzina długo ze sobą wytrzymała…
Admes rejestrując swoim szóstym zmysłem niezręczność tematu rodziny Mikaelson, szybko zmieniła temat. Całą swą uwagę zamierzała na razie poświęcić swojej nowej znajomej, ale przed tym zerknęła jeszcze kątem oka na wychodzących z domu Damona i Evi, najpewniej by rozpocząć wcześniej zaplanowaną wycieczkę krajoznawczą.
Stefan z rezygnacją zaproponował pannie Mikaelson coś do picia, a później w trójkę zasiedli w salonie i przygotowali się do rozmowy o dziecku. Rebekah musiała jednak najpierw odebrać połączenie od swojego innego brata- Kola. Admes w tym czasie próbowała dopasować imiona Pierwotnych, do którejkolwiek ze znanych jej cywilizacji.
Kiedy znudziło jej się to, próbowała skoncentrować się na wszystkim innym niż rozmowie, którą Rebekah prowadziła przez telefon z bratem. Wszystkim, co wymyśliła, żeby odwrócić swoją uwagę, była rozmowa ze Stefanem. Od jakiegoś czasu jej kuzyn już coś mówił, więc z dobroci serca postanowiła wysłuchać choć część z wykładu.
- … już mówiłem, Pierwotni nie zawsze są naszymi przyjaciółmi. Dbają przede wszystkim o siebie nawzajem, ale bardzo często wpadają w konflikty i wynajdują sobie jakieś „kary”. Za co? Zależy.- Stefan mówił to monotonnym głosem, jakby ktoś zmusił go do recytacji wiersza.- Są silniejsi od nas, starsi, ale nie zawsze mądrzejsi. Gdybym miał opisać ich hierarchię wartości, na pierwszym miejscu dałbym rodzinę, na następnym zemstę…
- Zrozumiałam- przerwała mu cicho, zerkając na Rebekę.- Ale to tylko twoja perspektywa, nie?
Stefan westchnął jak starzec, którym się czuł i uśmiechnął krzywo.  Martwił się? Może trochę. Admes odwzajemniła uśmiech z nieco większym entuzjazmem niż szatyn i odwróciła się do kończącej rozmowę Rebeki. Nie mogła się już doczekać usłyszenia o tajemniczym dziecku równie tajemniczej Hybrydy przez wielkie „H”. Pierwotnej na dodatek! To zawsze była ulubiona historia nastolatki.
Rebekah z westchnieniem irytacji i przewracając oczyma, włożyła telefon do kieszeni, po czym usiadła naprzeciw nich i uśmiechnęła się zadowolona z uwagi, jaką otrzymała ze strony swojego byłego i… Tu myśli Rebeki zatrzymały się, powtarzając bez przerwy pytanie „O co do cholery z nią chodzi?”.
- Jesteś dla Salvatore’ów…- zaczęła, ciekawa odpowiedzi.
- Kuzynką, przecież mówiła- wtrącił Stefan.- Jest córką siostry naszej matki. Tej, która nigdy nie wyszła za mąż. Możemy wyjaśnić to później? Sekretne zdolności mojej rodziny do posiadania dzieci nawet jako wampiry przyprawia mnie o ból głowy… Przejdźmy do sedna.
- O swojej siostrze też nie wiedziałeś- rzuciła Admes lekko złośliwie, gestem wyuczonym u Evi.
Stefan zmarszczył czoło, a Rebekah zachichotała.
- Więc jesteś człowiekiem?- zapytała Pierwotna z zaskoczeniem.
- Początkującą czarownicą- rzuciła zażenowana.- Bardzo początkującą.
- Ale czarownicą- skomentowała Rebekah.- Hm… Dobrze. To o czym mieliśmy rozmawiać?
- O tym, że Klaus nie zainwestował w prezerwatywy- rzekł gorzko Stefan i westchnął.
- Właśnie!- potwierdziła entuzjastycznie szatynka.- Bardzo to interesujące. A Stefan wydaje się być chyba zazdrosny… - dodała tak, żeby nie usłyszeli. Stefan udał, że nie usłyszał, a Rebekah nie usłyszała.
- Byłoby to chyba bardziej zadawalające, gdyby nie próbowano tego wykorzystać przeciwko Nikowi- uśmiechnęła się krzywo wampirzyca- i gdyby mój brat nie chciał śmierci tego dziecka.
- Czego innego mielibyśmy się spodziewać?- wywrócił oczami Stefan.- Że będzie z radością wstawał o 2 w nocy grzać mleko i wynajdywać magiczne sposoby na kolki? Klaus to nie ten typ. To wojownik, o butnym charakterze i dużym pragnieniu zarówno władzy, jak i wolno- przerwał, widząc roześmiane spojrzenia towarzyszek, które z niemałym trudem powstrzymały się od komentarza.
- Elijah próbuje go przekonać, ale na razie uzyskał tylko przysięgę, że Nik nie zrobi nic Hayley. Myślę, że mój brat ma do niej słabość.- Rebekah uśmiechnęła się szyderczo i kontynuowała monolog o sytuacji Pierwotnych.


25 maja 2015

Rozdział II

Po dotarciu do domu Damon wniósł wszystkie walizki, a Stefan pooprowadzał i poprzydzielał dziewczynom pokoje. W chwili gdy tłumaczył im wszystko, usłyszał Damona wchodzącego po schodach, a następnie huk i obijanie się o schody kilku ciał stałych. Stefan zaśmiał się mrocznie w duchu, wspominając butelkę po alkoholu, którą minął na schodach. Nie on ją tam zostawił, ale wyobrażenie sobie tego aktu niezdarności starszego wampira sprawiło mu mroczną przyjemność. Świętym Stefanem nie był tylko w kontaktach z bratem.
- Co się stało? - zapytała Admes, zerkając na schody.
- Pewnie przygniótł go ciężar rodzicielstwa - zaśmiała się szyderczo Eviliddles.
Admes cichutko przemknęła obok szatyna, by pomóc brunetowi pozbierać siebie i walizki. Ominęła ostrożnie butelkę, po czym zjawiskowo potknęła się o jedną z walizek i spadła prosto na Damona. Z góry słyszała nieudolnie tłumione chichoty, ale nie zwróciła na to żadnej uwagi, podnosząc się szybko i pomagając wampirowi zrzucić z siebie walizki.
- Dzięki - rzucił z krzywym uśmiechem, niechętnie przyznając w myślach, że coraz bardziej oswaja się z istnieniem nowych lokatorek. Problem pędził na niego czołowo.
Panna Dereville uśmiechnęła się do niego lekko, wzięła parę walizek i zaczęła wspinać się po schodach. Gdy dotarła do swojego pokoju, odstawiła je ostrożnie pod ścianę, trzy razy upewniając się, że nic im nie grozi. Rozejrzała się jeszcze powoli, próbując zapamiętać każdy szczegół pokoju. Ściany były w kolorze jasnego fioletu, meble jasne i zajmujące dużą przestrzeń. Biurko, łóżko, kilka szafek i wywleczone na środek wygodne, obrotowe krzesło.
Z ciężkim westchnieniem opadła na łóżko, ale nie mogła zasnąć. Spojrzała za okno, na lekkie popołudniowe słońce. Przez chwilę próbowała sobie przypomnieć masę Słońca, ale zrezygnowała z tego szybko. Westchnęła i przeturlała się na brzuch, wtulając bok twarzy w poduszkę i poddając się lekkiemu rozleniwieniu. Jej spokój nie trwał jednak długo, gdyż jakiś szczwany homo sapiens wpadł przez drzwi z półobrotu na Chucka Norrisa i rykiem godnym orangutana w trakcie godów. Admes westchnęła w poduszkę, gdy Eviliddles podbiegła do jej łóżka i rzuciła się na nią, przy okazji narażając na zmiażdżenie narządów wewnętrznych.
- Moje narządy wewnętrzne! - pisnęła szatynka, ale poduszka częściowo to stłumiła. Podniosła głowę i rzuciła kuzynce mordercze spojrzenie. - Czego tu?
- Nuuuuuuuuuuuuuuudzi mi się - jęknęła Evi, podnosząc się i zepchnęła starszą dziewczynę z łóżka. - Chodźmy pozwiedzać. Stefan się zaoferował, a Damon powiedział, że z chęcią by to zobaczył.
Dereville podniosła się i otrzepała, jeszcze raz rzucając kontrolne spojrzenie na walizki. Eviliddles przyglądała się jej i czekała na odpowiedź, ponaglając spojrzeniem. Admes odwzajemniła spojrzenie z nutą podejrzliwości i subtelnym skrzywieniem.
- Ale chcę frytki - ostrzegła, grożąc palcem wskazującym lewej ręki, a potem prawej, bo tak było jej wygodniej.
Eviliddles zadowolona wyszła z pokoju, a Admes założyła tylko jakąś za dużą na nią (czyli w sam raz według mrocznej bohaterki) bluzę z kapturem i trampki, oczywiście czarne jak szaty Śmierciożerców, po czym zbiegła po schodach do salonu, gdzie Damon popijał Burbon. Przez chwilę zatrzymała się, milknąc, ale zaraz potem zaczęła skradać się w kierunku wampira. Ten jednak wykorzystał swoje super-hiper-mega-ekstra-zajebiste moce i odwrócił się w jej stronę, unosząc brew.
- Mogę trochę? - zakwiliła najsłodziej, jak potrafiła, mierząc go spojrzeniem Kota w Butach ze Shreka.
- A pełnoletność zaliczona? - Damon rzucił jej drwiące spojrzenie.
- Nie, ale no… - zawahała się na chwilę. - Jak mi nie dasz, sama sobie wezmę. A wtedy będzie się działo! Oj, będzie!
- Nie dawaj jej! - ryknęła Eviliddles z zaangażowaniem, jakby od tego zależały losy wszechświata.
- Może już wyjdźmy - rzucił Stefan z lekka niepewnie. - Do Grilla i w drodze pokażemy wam wszystko.  I poznacie Elenę, Jeremy’ego, Bonnie, Caroline, Matta, Tylera, Alarica, Meredith, Szeryf Forbes… - wyliczał wszystkich mieszkańców Stefan.
- Tyle ludzi… Nie… - zapłakała Admes jak klasycznie antyspołeczne Emo, objęła się ramionami i ruszyła na poszukiwania czarnych żyletek. Przed wyjściem z pokoju zatrzymał ją jednak Damon.
- Może jakoś ograniczymy te… zapoznania? - zapytał Damon, wręczając kuzynce szklankę z Burbonem.
Admes wypiła zawartość naczynia z błyskiem pożądania w oczach, a Eviliddles patrzała na to, obgryzając paznokcie, jakby spodziewała się co najmniej Apokalipsy. Nic się takiego jednak nie stało. Zamiast tego drzwi otworzyły się z hukiem, uderzając o ścianę, a w miejscu, gdzie przed chwilą się znajdowały, stała blondynka. Blondynka, która była żywą persofonikacją rzymskich Furii.  Salvatore’owie oraz Admes odruchowo się skulili.
Blondynka spojrzała na nich rządnym krwi wzrokiem, jakby dopiero co nakryła kogoś z nich na kradzieży jej drogocennego pluszaka w kształcie baribala. Damon w myślach starał się sobie przypomnieć, czy ostatnio zrobił lub planował zrobić coś, co nie spodobało by się Rebece. Nie mógł sobie nic takiego przypomnieć.
- Dobra, co się stało? - Stefan zebrał swoje męstwo i został bohaterem w swoim domu.
- Klaus zaciążył tę głupią wilczycę! - ryknęła Rebeka. - Będzie miał dziecko, rozumiecie?! Będzie miał dziecko! On! On się do tego kompletnie nie nadaje! Dlaczego to musiał byś właśnie on?!
- Czy my ci wyglądamy na Opiekę Społeczną? - wtrącił Damon.
- Co nas obchodzi, że jakiś Niemiec będzie zmieniał pieluchy? - dodała Evi.
- Klaus to zdrobnienie od Niklaus. Nie jest Niemcem - wyjaśnił cierpliwie Stefan.- Jest Pierwotną Hybrydą.
- Aha - powiedziały w tym samym czasie Admes i Evi, jakoś niespecjalnie łapiąc sens jego wypowiedzi.

28 kwietnia 2015

Rozdział I

Kiedy Stefan i Damon zawitali na adres podany w liście, drzwi otworzyła im mniej więcej piętnastoletnia dziewczyna. Miała długie, brązowe włosy i ciemne oczy, była średniego wzrostu i patrzyła na nich zaciekawiona. Salvatore’owie przyglądali jej się przez chwilę zbici z tropu, ale Stefan szybko się otrząsnął.
- Yyy… My do babci Marceline - oznajmił, czując na sobie spojrzenie nastolatki. - Podała nam ten adres…
- Babcia jest w salonie, ogląda telewizję - oznajmiła niedbale dziewczyna. - Zaprowadzę was…
Szatynka, nie oglądając się na nich, ruszyła w stronę wnętrza domu, na co bracia rzucili sobie nieco zdezorientowane spojrzenia. Dziewczyna obejrzała się na nich, a zauważając ich niemrawe miny, wykonała klasycznego face palma i zaprosiła ich do środka z uśmieszkiem, który powoli zaczynał ich irytować.  Zaprowadziła ich już bez żadnych komplikacji do salonu, a tam zauważyli swoją babcię. I kilkaset skomplikowanych urządzeń medycznych. Postęp medycyny zapewnia nieśmiertelność, pomyślał Stefan filozoficznie.
- Evciu, zostaw nas samych, dobrze? Może przez ten czas odrobisz fizykę? - zapytała uprzejmie babcia, na co "Evcia" prychnęła z niedowierzaniem i oddaliła się w trybie ekspresowym.
- Przyszliśmy tutaj, bo masz na nas haki - rzekł Damon bez ogródek, ignorując Stefana, który chciał załatwić wszystko w drodze negocjacji. - Co mamy zrobić, żebyś o tym magicznie zapomniała? 
Stefan zmarszczył czoło. Damon posyłał staruszce mordercze spojrzenie i rzucał uporczywie w myślach "Avada Kedavra". Babcia piła jakieś ziółka - werbenę, jak zauważył Stefan. Próbował zwrócić na to uwagę Damona, ale ten zajęty uprawianiem magii hogwardzkiej, niedbale machnął ręką, szturchając niechcący kobietę. Zawartość filiżanki znalazła się na spodniach Stefana, który zaczął syczeć z bólu. Ani babcia ani Damon tego nie zauważyli, zbyt pochłonięci grą w "Kto pierwszy mrugnie".
- Mój czas na tym piekielnym padole dobiega końca - zaczęła pani Marceline.
- Nareszcie - Damon uśmiechnął się, a Stefan przestał się rzucać.- Nie martw się, przyślemy ładny wieniec.
- Niedługo umrę, a wtedy nie będzie nikogo, kto przejąłby opiekę nad dziewczynkami. - Staruszka posmutniała, przez co Stefanowi zrobiło się jej żal, a Damon zachodził w głowę, o co chodzi z „dziewczynkami”. - Chcę, żebyście się nimi zaopiekowali już teraz. Evcia i Mesia wciąż są bardzo młode i potrzebują kogoś, kto zadba o ich potrzeby…
- Kim one są?! - nie wytrzymał Damon.
- Evcia jest waszą siostrą, a Mesia kuzynką - wycharczała w jego kierunku babcia siłą woli powstrzymując się od dodania „ty niewychowany prostaku”. - Jak możecie tego nie wiedzieć? Mniejsza o to. Jeżeli nie chcecie wycieku swoich brudów, przejmiecie nad nimi opiekę prawną. Proszę o autografy, skarbeńki.
Podała im jakiś dokument, wskazując miejsca, gdzie powinny się znaleźć ich podpisy. Bracia Salvatore uzupełnili te miejsca, mając wrażenie, że podpisują swój własny akt zgonu. Albo cyrograf, na jedno wychodzi.
- Dobra… To kiedy te postanowienia wchodzą w życie? - zapytał Stefan ze zrezygnowaniem.
- Od teraz - zaśmiała się mrocznie starsza pani. - Zabieracie je ze sobą i od tej pory to wy się o nie martwicie. I zabieracie do psychiatry. Not maj problem. A teraz pozwólcie mi się spakować… Las Vegas, przybywam!
Gdy Marceline wyszła z pokoju tanecznym krokiem nucąc „Gangnam Style”, Damon też miał wrażenie, że zaraz wyjdzie, tyle że z siebie. Zamiast tego rzucił Stefanowi ponure spojrzenie. Młodszy z braci wciąż był skamieniały z szoku, a jego wargi poruszały się bezgłośnie. Damon wstał, ciągnąc brata za sobą w kierunku hallu.
Tam, na schodach siedziały dwie dziewczyny otoczone walizkami. Ta, którą widzieli wcześniej, pisała coś na telefonie, opierając się o barierkę i nie zwracając na nich uwagi. Druga, nieco wyższa, szczuplejsza i bledsza, siedziała skulona z plecami opartymi o ścianę i rzucała na nich okiem ostrożnie.
- Ja jestem Stefan Salvatore, a to mój brat Damon - oznajmił szatyn z pedagogicznym podejściem, zwracając ich uwagę. - Teraz to my się wami zaopiekujemy na prośbę babci. Mam nadzieję, że się dogadamy i spędzimy razem miło czas.
- Bla, bla, bla - wymruczeli pod nosami Damon i niższa szatynka, po czym łypnęli na siebie lekko kpiąco. W tej chwili Stefan uwierzył, że to ich siostra.
- Admes Dereville - przedstawiła się cicho wyższa dziewczyna, wstając.
- Eviliddles Salvatore - rzuciła nonszalancko druga, biorąc przykład z Admes. - Ale możecie mówić mi Evi. Jakkolwiek, byle nie Evcia - wzdrygnęła się nastolatka.
Damon i Stefan szybko zapakowali walizki dziewcząt do bagażnika, nie poświęcając uwagi cichym propozycjom pomocy ze strony Admes. Damon w myślach zaczął nazywać ją świętą Stefanią.
W czasie drogi Damon prawie zapomniał o siedzących z tyłu dziewczynach, bo Evi wykorzystała podróż jako pretekst do drzemki, a Admes oglądała tylko sennie widoki za szybą. Stefan rozwiązywał krzyżówkę. Brunet życzył sobie teraz tylko powrotu do domu. Nareszcie. 

25 kwietnia 2015

Prolog

Gdy Stefan Salvatore sprawdzał rano pocztę, wśród wszędobylskich rachunków za wodę, prąd i reszty znalazł list. Schludną i elegancką kopertę, którą obejrzał ze wszystkich stron, trwając w zdziwieniu. Kiedy dostrzegł, że koperta jest podpisana imieniem i nazwiskiem jego babci, zmarszczył czoło i uniósł brwi. Babcia, o ile dobrze pamiętał, trzymała się całkiem nieźle, gdy wyjeżdżał, ale bez przesady - powinna od dawna wąchać kwiaty, jak uwielbiała to robić we wspomnieniach sobowtóra, tyle że od spodu.
Postanowił wręczyć kopertę Damonowi i zobaczyć jego reakcję- może wie coś o spawie babci, a jeśli nie, najwyżej zapewni mu rozrywkę. Swojego starszego brata znalazł leżącego na kanapie w salonie (niektórzy zwykli pomieszczenie to nazywać salą balową) z cierpiętniczym wyrazem twarzy. Miał na sobie wczorajsze ubrania, przesiąknięte zapachem alkoholu. Stwierdzanie rzeczy oczywistych wydawało się Stefanowi zbędne, ale to nie on tu jest panem, tylko ja.
- Świętowałeś coś? - zapytał szatyn głupio, marszcząc czoło.
- Ja i Elena zerwaliśmy. - Brunet przetarł oczy, podnosząc się do siadu. - Opijałem to całą noc.
- Widać - parsknął Stefan, wywracając oczami i utrzymując czoło wciąż w stanie zmarszczonym. - Dostaliśmy list od babci. Tak myślę.
- Od babci? - ziewnął Damon, wcale nie zaskoczony. – Super, od dawna nie pisała. Wiesz, dlaczego pisze? Znowu przegrała wszystko w pokera?
Damon wyrwał Stefanowi kopertę z rąk i otworzył ją niecierpliwie. Gdzieś spod kanapy wydostało się ciche skomlenie, ale starszy Salvatore uciszył je nerwowym syknięciem. Narrator, czyli ja, pozwolił Stefanowi nie pytać o coś, czego ten nie chciał wiedzieć, ale szatyn nie okazał wdzięczności. Będzie smażył się w Piekle. Zapadła cisza, Damon czytał list przez kwadrans.
- O co chodzi? - zapytał w końcu Stefan. - Ktoś umarł?
- Gorzej - jęknął Damon, rzucając mu kartkę. - Babcia nie czuje się już na siłach i przekazuje nam jakieś prawa czy coś, których nie możemy się pozbyć, bo jej adwokat wycisnął wszystkie nasze brudy. I chce, żebyśmy ją odwiedzili.
Stefan zemdlał z nadmiaru wrażeń - nigdy nie lubił uczuć po wizytach u babci, do których zmuszał go ojciec (do tych wizyt, nie uczuć). Damon potarł podbródek w zamyśleniu; o jakie prawa chodziło?
XXX
- To jedziesz czy nie? - zapytał już mocno poirytowany Damon, stojąc w drzwiach. Zadawał to pytanie już któryś raz z kolei i miło byłoby, gdyby usłyszał odpowiedź. Zmusimy Stefcia do uprzejmości, ha!
- Już, już - westchnął Stefan, idąc w jego kierunku. - Co nagle, to po diable…
- Powiedział Rozpruwacz - zakończył Damon, patrząc, jak jego brat zamyka drzwi na klucz i przykleja do drzwi kartkę z napisem: „Odbywamy podróż w interesach. Będziemy dostępni jutro od godz. 1000. Miłego dnia.” - Po co właściwie to zostawiamy?
- Bo Caroline chciała pomocy w poradzeniu sobie z podrywem Klausa? - Stefan uniósł brwi. - Nie wiem jak ty, ale ja nie lubię podpadać ani Klausowi ani Caroline.
- Co Barbie mogłaby nam zrobić? - zaśmiał się Damon ironicznie.
- Ha, ha. Raz za jej sprawą obudziłem się przebrany za kobietę w rosyjskim burdelu. I mało brakowało, a miałbym klienta! - wyznał Stefan z cierpiętniczym wyrazem twarzy. 
Damon milczał przez całą drogę, utrzymując idealnego pokerface’a. Pewnych rzeczy po prostu nie chciał wiedzieć.