17 czerwca 2015

Rozdział V

Następnego dnia o świcie, gdy Damon wszedł do kuchni, zauważył porozstawiane wszędzie liczne probówki, jakby ktoś próbował zmienić kuchnię pensjonatu na laboratorium, oraz przewrócone krzesło. Uniósł jedną brew, po czym wzruszył ramionami i przeszedł przez pokój ostrożnie. Gdy dotarł do blatu, nalał sobie wodę do szklanki i w przyjemnej dla ucha ciszy wypił jej zawartość. I tak kilkanaście razy.
Gdy odstawił szklankę do zlewu, do kuchni weszła Admes.  Admes, która wyglądała jak dziecko zombie i potwora Frankensteina, przy okazji bardzo blisko spokrewnionego z polskim upiorem. Podsumowując, wyglądała strasznie, a nawet straszniej od strasznie i patrząc na nią, miało się ochotę tylko płakać oraz wyciągać kołek. Ale tak to działało w stosunku do dwóch nastolatek, które zostały wzięte pod opiekę przez Salvatore’ów.
- Nie spałaś? – zapytał beztrosko szeptem, obserwując jak nastolatka zaczyna machinalnym ruchem zbierać Zestaw Szalonego Chemika i czyści go, będąc na autopilocie.
- Nie mogłam zasnąć – jęknęła tonem, po którym domyślił się, że owszem, mogła.
Damon przewrócił oczami, powstrzymując się przed złośliwym komentarzem. Domyślenie się, że zrobiła to specjalnie, przy okazji lekceważąc swoją potrzebę snu i zdrowie, nie było trudne.
- Taaa, jaasssne – mruknął, podchodząc do niej.
Spróbował zabrać jej probówkę, która chwilę potem roztrzaskała się na podłodze. Damon teoretycznie mógł powstrzymać szklany przedmiot przed upadkiem, ale wampir na kacu nie jest tak sprawny jak normalny wampir.
- Sorry – westchnął nieprzejęty.
- Sorry?! Sorry?! Myślisz, że gdyby mugole przeprosili Voldemorta, przestałby ich zabijać?! Że gdyby Hitler przeprosił Żydów i Europę i świat, jego grzechy byłyby odpuszczone?! Chcesz płonąć w piekle/zwiedzać Tartar/żeby twój duch włóczył się po świecie, nie zaznając spokoju?!
- Może… dokończę za ciebie sprzątanie, a ty pójdziesz się położyć? – zapytał nieco zbity z tropu Damon, unosząc brwi.
- Okej – zgodziła się potulnie i odeszła, nucąc pod nosem jakąś dziwną piosenkę.
Damon, mimo swoich dobrych chęci, nie zamierzał sprzątać po kuzynce, więc  poczekał chwilę na miejscu i pooglądał sobie sufit. Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek, kiedy do kuchni wszedł Stefan. Stefan stanął tuż przy framudze drzwi. Stefan w szlafroku. Zaskoczony Stefan. Stefan ze zmarszczonym czołem.
- Co to za krzyki? – zapytał, zakładając ręce na piersi. – Admes?
- Mała ma problemy ze snem – wyjaśnił Damon ze wzruszeniem ramion,
- Mała? – Stefan uniósł lewą brew.
- Taaa. Mała, słodka Admes. I zadziorna, urocza Eviliddles. I ty. I ja. Fajna rodzinka, nie? Powinni o nas napisać jakąś książkę. – Damon wyszczerzył się do brata.
- Damon… O nas już jest seria książek, serial i masa fanfiction w Internecie… - Stefan zagryzł dolną wargę.
- Tak długo jak nie łączą mnie z Klausem, mogą żyć – oznajmił Damon, wychodząc.  – Posprzątaj.
Stefan westchnął, posprzątał i zrobił naleśniki, popijając kawę od czasu do czasu i parę razy ją na siebie wylewając. Gdy skończył, do kuchni wkroczyła dumnie Caroline. Wyglądała jak wiosna, promienista i świeża, w zwiewnej zielonej sukience.
- Cześć – rzuciła na wejściu z uśmiechem.
- Cześć… - odpowiedział niepewnie Stefan. – Mogę w czymś pomóc?
- Miałam ostatnio sprawę, ale was nie było i załatwiłam to sama. Dzięki, że zostawiłeś kartkę. – Stefan westchnął z ulgą. – Ale słyszałam ostatnio coś ciekawego. Bonnie powiedziała, że wie od Eleny, która wie od Matta, że Damon był wczoraj w Mystic Grill z jakąś młodą dziewczyną. – Caroline nachyliła się do niego, szepcząc teatralnie. – Wiesz coś o tym?
- To nasza siostra, Evi – wyjaśnił szatyn, na co oczy blondynki rozszerzyły się w zaskoczeniu.
- Macie siostrę, o której nikt nie wie? Nieładnie, Stefan. – Caroline puściła mu oczko. – Chcę wszyyystko wiedzieć.
- My też nie wiedzieliśmy – bronił się Stefan. – Dopiero wczoraj nam o tym powiedziano.
- Jak mogliście o tym nie wiedzieć? – zapytała Caroline, pstrykając go karcąco w nos.
- Jak to jak? Normalnie… - prychnął Stefan. – Nigdy wcześniej jej nie widzieliśmy.
- Czyli w naszym miasteczku pojawił się kolejny wampir? Świetnie… Jeszcze trochę i nie będzie co jeść. – Caroline westchnęła. – Jakby tego było mało, to jeszcze kolejny Salvatore.
- Ej! – oburzył się Stefan. – Evi nie jest wampirem.
Oczy Caroline rozszerzyły się w szoku, a do kuchni wszedł Damon. Zaraz za nim wczołgała się Evi w piżamie i roztrzepanych włosach. Caroline patrzała się na nią jak na ducha, gdy szatynka usiadła przy stole, nawet ich nie zauważając i zaczęła jeść śniadanie. Stefan mógłby nakręcić dokument o swojej siostrze, a w nim na pewno umieściłby informację o tym, że Evi nie jest rannym ptaszkiem. I nawet południowym.
- Mógłbyś wyjaśnić mi, jak to możliwe, że wy – tu wskazała palcem Damona i Stefana – którzy macie ponad sto lat, macie siostrę, która jest nastolatką?
- Może ja się tym zajmę. – Damon wyszczerzył się w jej stronę. – Zaczynamy od postaw. A było to tak… 

11 czerwca 2015

Rozdział IV

Co działo się w tym czasie u naszych kochanych wycieczkowiczów? Damon udał się do Mystic Grilla, a Evi poszła z nim, cały czas dając świadectwo swej obecności (po ludzku: cały czas coś komentowała albo wyśmiewała, a Damon starał się ją ignorować). Było tam mnóstwo miejsca, bo nikt nie uznał tego wieczoru za jakoś szczególnie rozrywkowy. Albo po prostu imprezowicze odpoczywali po imprezie, która była poprzedniego dnia, a która miała jeszcze długo śnić się po nocach właścicielowi. Damon, który teraz pragnął względnego spokoju, miał ochotę rozpłakać się z furii i frustracji, gdy zauważył dwóch Pierwotnych- Klausa i Kola. I Matta, który najpewniej zaraz pójdzie na dywanik Eleny i powie jej, że był w barze z Evi, której nikt jeszcze nie znał. Nie chciał poznawać reakcji Eleny. Chwilę później zdał sobie sprawę, że nie musi już odpowiadać przed sobowtórem; nigdy nie czuł się tak wolny.
- No chodź - warknęła w jego stronę Eviliddles, ciągnąć go w stronę miejsca, które było niebezpiecznie blisko Pierwotnych.
Po moim trupie, pomyślał Damon, ale nie chcąc wyjść na mięczaka, nie odezwał się ani słowem. Ruszył powoli, mając nadzieję, że nikt go nie zaczepi. A gdy Kol poszedł z telefonem przy uchu w stronę wyjścia i rzucił mu irytujący uśmiech, miał ochotę skręcić komuś kark. Może Kolowi?
Eviliddles wydała się być zainteresowana Mattem, a dokładniej mówiąc – jego zajęciem.  Nie była w połowie Polką jak Admes, więc nie ciągnęło jej do alkoholu aż tak bardzo. Spędzała jednak dużo czasu z kuzynką, która najwyraźniej od kilku lat dążyła do tytułu Alkoholika Roku. Albo rodu, bo Damon według Evi też wyglądał na kogoś z tendencją do picia. Była ciekawa, czy ktoś taki jak Damon będzie tolerował „polskość” jej kuzynki i w przeciwieństwie do babci pozwoli jej sobie „poużywać”.
Gdy udało jej się dociągnąć brata do baru, od razu zamówiła dla siebie Sprite’a w puszce, a Damon odzyskał głos i zamówił gin. Siedzący obok mężczyzna, dość młody, niebieskie oczy, dość wysoki, naszyjnik, brak znaków szczególnych, ciężki do opisania dla miejscowej policji. Mężczyzna zwrócił niemal od razu swoją uwagę na nich, ale jeszcze się nie zdecydował czy włączyć się w rozmowę czy podsłuchiwać z pewnej odległości.  Uśmiechnął się w tak irytujący sposób, że Evi chciała zrobić zdjęcie i zachować, a potem wymienił spojrzenia z Damonem. Eviliddles po kontrolnym zerknięciu zdała sobie sprawę, że Damon nie wyglądał na zadowolonego, raczej rozczarowanego, jakby w tym roku odwołali święta.
- Klaus, co za miłe spotkanie – uśmiechnął się Damon w bardzo wymuszony sposób.
To, że mieli teraz wspólny cel, czyli znalezienie magicznego (i możliwe, że wyimaginowanego) lekarstwa, nie znaczyła, że zaczęli całować się w policzki na powitanie. Sekundę później Damona olśniło, że nie mają już wspólnego celu, bo przestało mu zależeć na powodzeniu misji „Elena Gilbert znowu ludziem”, o czym już ją poinformował. Nie przyjęła tego z zadowoleniem. Evi tymczasem pomyślała, to Klaus, ten Niemiec, ten, co zapłodnił kogoś tam.
- Kim jest twoja urocza towarzyszka? – zapytał hybryda, unosząc brew z zadowolonym uśmiechem. – Czy nie powinieneś spędzać czasu z naszą kochaną Eleną?
- Co?! Nie! – wybuchnął Damon. – Teraz możesz mówić, że to twoja kochana Elena. Ja już mam dość tego całego dramatu.
- Wyluzuj, Damon – rzuciła Evi. – Bo się zaplujesz na śmierć. – Odwróciła się do Klausa i wyciągnęła rękę. – Eviliddles Salvatore, miło mi.
Damon uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy zszokowany Klaus zbierał swoją szczękę z podłogi.
- Niklaus Mikaelson – ucałował jej rękę. Eviliddles nie wyglądała na większą fankę etykiety dworskiej. – Ale wszyscy mówią na mnie Klaus.
- Brzmi trochę po niemiecku – zauważyła Evi. Damon parsknął śmiechem, bo jedynym Niemcem, jaki kojarzył mu się z Klausem, był Hitler.
Klaus uśmiechnął się krzywo, a dostrzegając machającego w jego stronę Kola, wstał, pożegnał się grzecznie i wyszedł. Niezrażona tym Evi zaczęła wypijać swojego Sprite’a, porażona stwierdzeniem, że polubiła blondyna.
Gdy Rebekah skończyła swój monolog i wysłuchiwanie komentarzy i pytań Admes, która słuchała jej z uwagą od początku do końca, zadowolona opuściła pensjonat. Stefan nie zauważył tego, zbyt zajęty graniem w jakieś myszki. Admes zajrzała mu tylko przez ramię, a potem wzięła „Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny” i zaczęła czytać.
Docierała już do momentu, w którym Hagrid oprowadzał Harry’ego po ulicy Pokątnej, gdy Eviliddles i Damon wrócili do domu. Znaczy - Evi weszła, a Damon raczej się wczołgał.
- Jeszcze nie skończyłeś świętowania? – zapytał Stefan, nie odrywając się od gry. Zaciekawiona wyrwała mu telefon z rąk, ignorując pełne protestu krzyki brata.
- Nieee! – krzyknął Stefan, kiedy po odzyskaniu telefonu zauważył, że przegrał. – Przesyłam wyrazy nienawiści.
- Też w to gram. – Eviliddles zaczęła wbiegać po schodach. – Dobranoc!

Admes poszła w ślady Evi, nie odrywając się od książki i mrucząc ciche „branoc”. Obie planowały położyć się spać, a rano, cóż, Evi planowała swój poranek na popołudnie. Stefan i Damon zostali sami. Tyle, że obaj byli zajęci – Stefan graniem, a Damon z dywanu się zbieraniem.  

7 czerwca 2015

Rozdział III

Admes ożywiła się, gdy dotarł do niej sens słów. Hybryda! Dziecko! Klaus, który nie jest Niemcem! Ona i Rebekah chyba będą mogły prowadzić ciekawą konwersację. Wewnętrzny odkrywca odtańczył w niej taniec radości, który odczuła jako motyle w brzuchu i lekki szum w głowie, choć mogło to jeszcze oznaczać, że jest na dobrej drodze do upicia się.
- Mogłabyś wszystko opowiedzieć?- zapytała grzecznie.
W opowiadaniach babci poznawała różne stworzenia, historie i miejsca, w których było mnóstwo zaklęć, krwi i wszechobecnej nadprzyrodzoności. Słyszała również o Pierwotnej Hybrydzie i całej jego rodzinie. Zawsze kiedy Eviliddles szła na spacery i różne wycieczki ze znajomymi, jej kuzynka przychodziła do babci oraz słuchała, czytała i uczyła się o magii. Czuła, że miała do tego talent, a babcia zawsze utwierdzała ją w tym przekonaniu, wspominając czasami coś o jej niezależnym rdzeniu magicznym. Zawsze po czymś takim, ku rozbawieniu babci, machała patykiem, krzycząc o oczekiwaniu na list z Hogwartu. List nigdy nie dotarł, a panna Dereville była tym faktem bardzo rozczarowana.  A Slytherin był tak blisko!
- Jasne- odpowiedziała blondynka, łagodniejąc.- Tylko musiałabym wejść…
- Wejdź- powiedziała szybko niedoszła uczennica Hogwartu, ignorując mordercze spojrzenia Damona i Evi oraz to błagające o litość, które należało do Stefana.
- Dzięki- uśmiechnęła się, przekraczając próg i podchodząc do niej powoli z wyciągniętą dłonią.- Nazywam się Rebekah Mikaelson, a ty?
- Admes Dereville- przedstawiła się, nieśmiało ściskając rękę Rebeki.
- Co robisz w Mystic Falls, tej nadprzyrodzonej dziurze?- uśmiechnęła się przyjaźnie blondynka.
- Moi kuzyni- kiwnęła głową na Stefana i Damona- przejęli opiekę nade mną i Evi. A ty?
- Wróciłam tu z rodziną- westchnęła.- Ale nie sądzę, żeby moja rodzina długo ze sobą wytrzymała…
Admes rejestrując swoim szóstym zmysłem niezręczność tematu rodziny Mikaelson, szybko zmieniła temat. Całą swą uwagę zamierzała na razie poświęcić swojej nowej znajomej, ale przed tym zerknęła jeszcze kątem oka na wychodzących z domu Damona i Evi, najpewniej by rozpocząć wcześniej zaplanowaną wycieczkę krajoznawczą.
Stefan z rezygnacją zaproponował pannie Mikaelson coś do picia, a później w trójkę zasiedli w salonie i przygotowali się do rozmowy o dziecku. Rebekah musiała jednak najpierw odebrać połączenie od swojego innego brata- Kola. Admes w tym czasie próbowała dopasować imiona Pierwotnych, do którejkolwiek ze znanych jej cywilizacji.
Kiedy znudziło jej się to, próbowała skoncentrować się na wszystkim innym niż rozmowie, którą Rebekah prowadziła przez telefon z bratem. Wszystkim, co wymyśliła, żeby odwrócić swoją uwagę, była rozmowa ze Stefanem. Od jakiegoś czasu jej kuzyn już coś mówił, więc z dobroci serca postanowiła wysłuchać choć część z wykładu.
- … już mówiłem, Pierwotni nie zawsze są naszymi przyjaciółmi. Dbają przede wszystkim o siebie nawzajem, ale bardzo często wpadają w konflikty i wynajdują sobie jakieś „kary”. Za co? Zależy.- Stefan mówił to monotonnym głosem, jakby ktoś zmusił go do recytacji wiersza.- Są silniejsi od nas, starsi, ale nie zawsze mądrzejsi. Gdybym miał opisać ich hierarchię wartości, na pierwszym miejscu dałbym rodzinę, na następnym zemstę…
- Zrozumiałam- przerwała mu cicho, zerkając na Rebekę.- Ale to tylko twoja perspektywa, nie?
Stefan westchnął jak starzec, którym się czuł i uśmiechnął krzywo.  Martwił się? Może trochę. Admes odwzajemniła uśmiech z nieco większym entuzjazmem niż szatyn i odwróciła się do kończącej rozmowę Rebeki. Nie mogła się już doczekać usłyszenia o tajemniczym dziecku równie tajemniczej Hybrydy przez wielkie „H”. Pierwotnej na dodatek! To zawsze była ulubiona historia nastolatki.
Rebekah z westchnieniem irytacji i przewracając oczyma, włożyła telefon do kieszeni, po czym usiadła naprzeciw nich i uśmiechnęła się zadowolona z uwagi, jaką otrzymała ze strony swojego byłego i… Tu myśli Rebeki zatrzymały się, powtarzając bez przerwy pytanie „O co do cholery z nią chodzi?”.
- Jesteś dla Salvatore’ów…- zaczęła, ciekawa odpowiedzi.
- Kuzynką, przecież mówiła- wtrącił Stefan.- Jest córką siostry naszej matki. Tej, która nigdy nie wyszła za mąż. Możemy wyjaśnić to później? Sekretne zdolności mojej rodziny do posiadania dzieci nawet jako wampiry przyprawia mnie o ból głowy… Przejdźmy do sedna.
- O swojej siostrze też nie wiedziałeś- rzuciła Admes lekko złośliwie, gestem wyuczonym u Evi.
Stefan zmarszczył czoło, a Rebekah zachichotała.
- Więc jesteś człowiekiem?- zapytała Pierwotna z zaskoczeniem.
- Początkującą czarownicą- rzuciła zażenowana.- Bardzo początkującą.
- Ale czarownicą- skomentowała Rebekah.- Hm… Dobrze. To o czym mieliśmy rozmawiać?
- O tym, że Klaus nie zainwestował w prezerwatywy- rzekł gorzko Stefan i westchnął.
- Właśnie!- potwierdziła entuzjastycznie szatynka.- Bardzo to interesujące. A Stefan wydaje się być chyba zazdrosny… - dodała tak, żeby nie usłyszeli. Stefan udał, że nie usłyszał, a Rebekah nie usłyszała.
- Byłoby to chyba bardziej zadawalające, gdyby nie próbowano tego wykorzystać przeciwko Nikowi- uśmiechnęła się krzywo wampirzyca- i gdyby mój brat nie chciał śmierci tego dziecka.
- Czego innego mielibyśmy się spodziewać?- wywrócił oczami Stefan.- Że będzie z radością wstawał o 2 w nocy grzać mleko i wynajdywać magiczne sposoby na kolki? Klaus to nie ten typ. To wojownik, o butnym charakterze i dużym pragnieniu zarówno władzy, jak i wolno- przerwał, widząc roześmiane spojrzenia towarzyszek, które z niemałym trudem powstrzymały się od komentarza.
- Elijah próbuje go przekonać, ale na razie uzyskał tylko przysięgę, że Nik nie zrobi nic Hayley. Myślę, że mój brat ma do niej słabość.- Rebekah uśmiechnęła się szyderczo i kontynuowała monolog o sytuacji Pierwotnych.