25 maja 2015

Rozdział II

Po dotarciu do domu Damon wniósł wszystkie walizki, a Stefan pooprowadzał i poprzydzielał dziewczynom pokoje. W chwili gdy tłumaczył im wszystko, usłyszał Damona wchodzącego po schodach, a następnie huk i obijanie się o schody kilku ciał stałych. Stefan zaśmiał się mrocznie w duchu, wspominając butelkę po alkoholu, którą minął na schodach. Nie on ją tam zostawił, ale wyobrażenie sobie tego aktu niezdarności starszego wampira sprawiło mu mroczną przyjemność. Świętym Stefanem nie był tylko w kontaktach z bratem.
- Co się stało? - zapytała Admes, zerkając na schody.
- Pewnie przygniótł go ciężar rodzicielstwa - zaśmiała się szyderczo Eviliddles.
Admes cichutko przemknęła obok szatyna, by pomóc brunetowi pozbierać siebie i walizki. Ominęła ostrożnie butelkę, po czym zjawiskowo potknęła się o jedną z walizek i spadła prosto na Damona. Z góry słyszała nieudolnie tłumione chichoty, ale nie zwróciła na to żadnej uwagi, podnosząc się szybko i pomagając wampirowi zrzucić z siebie walizki.
- Dzięki - rzucił z krzywym uśmiechem, niechętnie przyznając w myślach, że coraz bardziej oswaja się z istnieniem nowych lokatorek. Problem pędził na niego czołowo.
Panna Dereville uśmiechnęła się do niego lekko, wzięła parę walizek i zaczęła wspinać się po schodach. Gdy dotarła do swojego pokoju, odstawiła je ostrożnie pod ścianę, trzy razy upewniając się, że nic im nie grozi. Rozejrzała się jeszcze powoli, próbując zapamiętać każdy szczegół pokoju. Ściany były w kolorze jasnego fioletu, meble jasne i zajmujące dużą przestrzeń. Biurko, łóżko, kilka szafek i wywleczone na środek wygodne, obrotowe krzesło.
Z ciężkim westchnieniem opadła na łóżko, ale nie mogła zasnąć. Spojrzała za okno, na lekkie popołudniowe słońce. Przez chwilę próbowała sobie przypomnieć masę Słońca, ale zrezygnowała z tego szybko. Westchnęła i przeturlała się na brzuch, wtulając bok twarzy w poduszkę i poddając się lekkiemu rozleniwieniu. Jej spokój nie trwał jednak długo, gdyż jakiś szczwany homo sapiens wpadł przez drzwi z półobrotu na Chucka Norrisa i rykiem godnym orangutana w trakcie godów. Admes westchnęła w poduszkę, gdy Eviliddles podbiegła do jej łóżka i rzuciła się na nią, przy okazji narażając na zmiażdżenie narządów wewnętrznych.
- Moje narządy wewnętrzne! - pisnęła szatynka, ale poduszka częściowo to stłumiła. Podniosła głowę i rzuciła kuzynce mordercze spojrzenie. - Czego tu?
- Nuuuuuuuuuuuuuuudzi mi się - jęknęła Evi, podnosząc się i zepchnęła starszą dziewczynę z łóżka. - Chodźmy pozwiedzać. Stefan się zaoferował, a Damon powiedział, że z chęcią by to zobaczył.
Dereville podniosła się i otrzepała, jeszcze raz rzucając kontrolne spojrzenie na walizki. Eviliddles przyglądała się jej i czekała na odpowiedź, ponaglając spojrzeniem. Admes odwzajemniła spojrzenie z nutą podejrzliwości i subtelnym skrzywieniem.
- Ale chcę frytki - ostrzegła, grożąc palcem wskazującym lewej ręki, a potem prawej, bo tak było jej wygodniej.
Eviliddles zadowolona wyszła z pokoju, a Admes założyła tylko jakąś za dużą na nią (czyli w sam raz według mrocznej bohaterki) bluzę z kapturem i trampki, oczywiście czarne jak szaty Śmierciożerców, po czym zbiegła po schodach do salonu, gdzie Damon popijał Burbon. Przez chwilę zatrzymała się, milknąc, ale zaraz potem zaczęła skradać się w kierunku wampira. Ten jednak wykorzystał swoje super-hiper-mega-ekstra-zajebiste moce i odwrócił się w jej stronę, unosząc brew.
- Mogę trochę? - zakwiliła najsłodziej, jak potrafiła, mierząc go spojrzeniem Kota w Butach ze Shreka.
- A pełnoletność zaliczona? - Damon rzucił jej drwiące spojrzenie.
- Nie, ale no… - zawahała się na chwilę. - Jak mi nie dasz, sama sobie wezmę. A wtedy będzie się działo! Oj, będzie!
- Nie dawaj jej! - ryknęła Eviliddles z zaangażowaniem, jakby od tego zależały losy wszechświata.
- Może już wyjdźmy - rzucił Stefan z lekka niepewnie. - Do Grilla i w drodze pokażemy wam wszystko.  I poznacie Elenę, Jeremy’ego, Bonnie, Caroline, Matta, Tylera, Alarica, Meredith, Szeryf Forbes… - wyliczał wszystkich mieszkańców Stefan.
- Tyle ludzi… Nie… - zapłakała Admes jak klasycznie antyspołeczne Emo, objęła się ramionami i ruszyła na poszukiwania czarnych żyletek. Przed wyjściem z pokoju zatrzymał ją jednak Damon.
- Może jakoś ograniczymy te… zapoznania? - zapytał Damon, wręczając kuzynce szklankę z Burbonem.
Admes wypiła zawartość naczynia z błyskiem pożądania w oczach, a Eviliddles patrzała na to, obgryzając paznokcie, jakby spodziewała się co najmniej Apokalipsy. Nic się takiego jednak nie stało. Zamiast tego drzwi otworzyły się z hukiem, uderzając o ścianę, a w miejscu, gdzie przed chwilą się znajdowały, stała blondynka. Blondynka, która była żywą persofonikacją rzymskich Furii.  Salvatore’owie oraz Admes odruchowo się skulili.
Blondynka spojrzała na nich rządnym krwi wzrokiem, jakby dopiero co nakryła kogoś z nich na kradzieży jej drogocennego pluszaka w kształcie baribala. Damon w myślach starał się sobie przypomnieć, czy ostatnio zrobił lub planował zrobić coś, co nie spodobało by się Rebece. Nie mógł sobie nic takiego przypomnieć.
- Dobra, co się stało? - Stefan zebrał swoje męstwo i został bohaterem w swoim domu.
- Klaus zaciążył tę głupią wilczycę! - ryknęła Rebeka. - Będzie miał dziecko, rozumiecie?! Będzie miał dziecko! On! On się do tego kompletnie nie nadaje! Dlaczego to musiał byś właśnie on?!
- Czy my ci wyglądamy na Opiekę Społeczną? - wtrącił Damon.
- Co nas obchodzi, że jakiś Niemiec będzie zmieniał pieluchy? - dodała Evi.
- Klaus to zdrobnienie od Niklaus. Nie jest Niemcem - wyjaśnił cierpliwie Stefan.- Jest Pierwotną Hybrydą.
- Aha - powiedziały w tym samym czasie Admes i Evi, jakoś niespecjalnie łapiąc sens jego wypowiedzi.

1 komentarz:

  1. HEEEEEEEHEEEEEEHEEEEEEEEEEE
    ale uduszę za to, że dodałaś wtedy kiedy akurat wyszłam sobie z netka.
    Ale dobra i tak ci nic nie zrobię! nie umiem!
    co do rozdziału, super-hiper-mega-ekstra-zajebisty. (Przecież i tak to wiesz, pfy...)

    OdpowiedzUsuń