Admes ożywiła się, gdy dotarł do
niej sens słów. Hybryda! Dziecko! Klaus, który nie jest Niemcem! Ona i Rebekah
chyba będą mogły prowadzić ciekawą konwersację. Wewnętrzny odkrywca odtańczył w
niej taniec radości, który odczuła jako motyle w brzuchu i lekki szum w głowie,
choć mogło to jeszcze oznaczać, że jest na dobrej drodze do upicia się.
- Mogłabyś wszystko opowiedzieć?-
zapytała grzecznie.
W opowiadaniach babci poznawała
różne stworzenia, historie i miejsca, w których było mnóstwo zaklęć, krwi i wszechobecnej
nadprzyrodzoności. Słyszała również o Pierwotnej Hybrydzie i całej jego
rodzinie. Zawsze kiedy Eviliddles szła na spacery i różne wycieczki ze
znajomymi, jej kuzynka przychodziła do babci oraz słuchała, czytała i uczyła
się o magii. Czuła, że miała do tego talent, a babcia zawsze utwierdzała ją w
tym przekonaniu, wspominając czasami coś o jej niezależnym rdzeniu magicznym.
Zawsze po czymś takim, ku rozbawieniu babci, machała patykiem, krzycząc o
oczekiwaniu na list z Hogwartu. List nigdy nie dotarł, a panna Dereville była
tym faktem bardzo rozczarowana. A
Slytherin był tak blisko!
- Jasne- odpowiedziała blondynka,
łagodniejąc.- Tylko musiałabym wejść…
- Wejdź- powiedziała szybko
niedoszła uczennica Hogwartu, ignorując mordercze spojrzenia Damona i Evi oraz
to błagające o litość, które należało do Stefana.
- Dzięki- uśmiechnęła się,
przekraczając próg i podchodząc do niej powoli z wyciągniętą dłonią.- Nazywam
się Rebekah Mikaelson, a ty?
- Admes Dereville- przedstawiła
się, nieśmiało ściskając rękę Rebeki.
- Co robisz w Mystic Falls, tej
nadprzyrodzonej dziurze?- uśmiechnęła się przyjaźnie blondynka.
- Moi kuzyni- kiwnęła głową na
Stefana i Damona- przejęli opiekę nade mną i Evi. A ty?
- Wróciłam tu z rodziną-
westchnęła.- Ale nie sądzę, żeby moja rodzina długo ze sobą wytrzymała…
Admes rejestrując swoim szóstym
zmysłem niezręczność tematu rodziny Mikaelson, szybko zmieniła temat. Całą swą
uwagę zamierzała na razie poświęcić swojej nowej znajomej, ale przed tym
zerknęła jeszcze kątem oka na wychodzących z domu Damona i Evi, najpewniej by
rozpocząć wcześniej zaplanowaną wycieczkę krajoznawczą.
Stefan z rezygnacją zaproponował
pannie Mikaelson coś do picia, a później w trójkę zasiedli w salonie i
przygotowali się do rozmowy o dziecku. Rebekah musiała jednak najpierw odebrać
połączenie od swojego innego brata- Kola. Admes w tym czasie próbowała
dopasować imiona Pierwotnych, do którejkolwiek ze znanych jej cywilizacji.
Kiedy znudziło jej się to,
próbowała skoncentrować się na wszystkim innym niż rozmowie, którą Rebekah
prowadziła przez telefon z bratem. Wszystkim, co wymyśliła, żeby odwrócić swoją
uwagę, była rozmowa ze Stefanem. Od jakiegoś czasu jej kuzyn już coś mówił,
więc z dobroci serca postanowiła wysłuchać choć część z wykładu.
- … już mówiłem, Pierwotni nie
zawsze są naszymi przyjaciółmi. Dbają przede wszystkim o siebie nawzajem, ale
bardzo często wpadają w konflikty i wynajdują sobie jakieś „kary”. Za co?
Zależy.- Stefan mówił to monotonnym głosem, jakby ktoś zmusił go do recytacji
wiersza.- Są silniejsi od nas, starsi, ale nie zawsze mądrzejsi. Gdybym miał
opisać ich hierarchię wartości, na pierwszym miejscu dałbym rodzinę, na
następnym zemstę…
- Zrozumiałam- przerwała mu
cicho, zerkając na Rebekę.- Ale to tylko twoja perspektywa, nie?
Stefan westchnął jak starzec,
którym się czuł i uśmiechnął krzywo.
Martwił się? Może trochę. Admes odwzajemniła uśmiech z nieco większym
entuzjazmem niż szatyn i odwróciła się do kończącej rozmowę Rebeki. Nie mogła
się już doczekać usłyszenia o tajemniczym dziecku równie tajemniczej Hybrydy
przez wielkie „H”. Pierwotnej na dodatek! To zawsze była ulubiona historia
nastolatki.
Rebekah z westchnieniem irytacji
i przewracając oczyma, włożyła telefon do kieszeni, po czym usiadła naprzeciw
nich i uśmiechnęła się zadowolona z uwagi, jaką otrzymała ze strony swojego
byłego i… Tu myśli Rebeki zatrzymały się, powtarzając bez przerwy pytanie „O co
do cholery z nią chodzi?”.
- Jesteś dla Salvatore’ów…-
zaczęła, ciekawa odpowiedzi.
- Kuzynką, przecież mówiła-
wtrącił Stefan.- Jest córką siostry naszej matki. Tej, która nigdy nie wyszła
za mąż. Możemy wyjaśnić to później? Sekretne zdolności mojej rodziny do
posiadania dzieci nawet jako wampiry przyprawia mnie o ból głowy… Przejdźmy do
sedna.
- O swojej siostrze też nie
wiedziałeś- rzuciła Admes lekko złośliwie, gestem wyuczonym u Evi.
Stefan zmarszczył czoło, a
Rebekah zachichotała.
- Więc jesteś człowiekiem?- zapytała
Pierwotna z zaskoczeniem.
- Początkującą czarownicą-
rzuciła zażenowana.- Bardzo początkującą.
- Ale czarownicą- skomentowała
Rebekah.- Hm… Dobrze. To o czym mieliśmy rozmawiać?
- O tym, że Klaus nie
zainwestował w prezerwatywy- rzekł gorzko Stefan i westchnął.
- Właśnie!- potwierdziła
entuzjastycznie szatynka.- Bardzo to interesujące. A Stefan wydaje się być
chyba zazdrosny… - dodała tak, żeby nie usłyszeli. Stefan udał, że nie
usłyszał, a Rebekah nie usłyszała.
- Byłoby to chyba bardziej
zadawalające, gdyby nie próbowano tego wykorzystać przeciwko Nikowi-
uśmiechnęła się krzywo wampirzyca- i gdyby mój brat nie chciał śmierci tego
dziecka.
- Czego innego mielibyśmy się
spodziewać?- wywrócił oczami Stefan.- Że będzie z radością wstawał o 2 w nocy
grzać mleko i wynajdywać magiczne sposoby na kolki? Klaus to nie ten typ. To
wojownik, o butnym charakterze i dużym pragnieniu zarówno władzy, jak i wolno-
przerwał, widząc roześmiane spojrzenia towarzyszek, które z niemałym trudem
powstrzymały się od komentarza.
- Elijah próbuje go przekonać,
ale na razie uzyskał tylko przysięgę, że Nik nie zrobi nic Hayley. Myślę, że
mój brat ma do niej słabość.- Rebekah uśmiechnęła się szyderczo i kontynuowała
monolog o sytuacji Pierwotnych.
Rozdział 4!
OdpowiedzUsuńCzekam!
GO GO POWER RANGERS!
xD
OdpowiedzUsuń