11 czerwca 2015

Rozdział IV

Co działo się w tym czasie u naszych kochanych wycieczkowiczów? Damon udał się do Mystic Grilla, a Evi poszła z nim, cały czas dając świadectwo swej obecności (po ludzku: cały czas coś komentowała albo wyśmiewała, a Damon starał się ją ignorować). Było tam mnóstwo miejsca, bo nikt nie uznał tego wieczoru za jakoś szczególnie rozrywkowy. Albo po prostu imprezowicze odpoczywali po imprezie, która była poprzedniego dnia, a która miała jeszcze długo śnić się po nocach właścicielowi. Damon, który teraz pragnął względnego spokoju, miał ochotę rozpłakać się z furii i frustracji, gdy zauważył dwóch Pierwotnych- Klausa i Kola. I Matta, który najpewniej zaraz pójdzie na dywanik Eleny i powie jej, że był w barze z Evi, której nikt jeszcze nie znał. Nie chciał poznawać reakcji Eleny. Chwilę później zdał sobie sprawę, że nie musi już odpowiadać przed sobowtórem; nigdy nie czuł się tak wolny.
- No chodź - warknęła w jego stronę Eviliddles, ciągnąć go w stronę miejsca, które było niebezpiecznie blisko Pierwotnych.
Po moim trupie, pomyślał Damon, ale nie chcąc wyjść na mięczaka, nie odezwał się ani słowem. Ruszył powoli, mając nadzieję, że nikt go nie zaczepi. A gdy Kol poszedł z telefonem przy uchu w stronę wyjścia i rzucił mu irytujący uśmiech, miał ochotę skręcić komuś kark. Może Kolowi?
Eviliddles wydała się być zainteresowana Mattem, a dokładniej mówiąc – jego zajęciem.  Nie była w połowie Polką jak Admes, więc nie ciągnęło jej do alkoholu aż tak bardzo. Spędzała jednak dużo czasu z kuzynką, która najwyraźniej od kilku lat dążyła do tytułu Alkoholika Roku. Albo rodu, bo Damon według Evi też wyglądał na kogoś z tendencją do picia. Była ciekawa, czy ktoś taki jak Damon będzie tolerował „polskość” jej kuzynki i w przeciwieństwie do babci pozwoli jej sobie „poużywać”.
Gdy udało jej się dociągnąć brata do baru, od razu zamówiła dla siebie Sprite’a w puszce, a Damon odzyskał głos i zamówił gin. Siedzący obok mężczyzna, dość młody, niebieskie oczy, dość wysoki, naszyjnik, brak znaków szczególnych, ciężki do opisania dla miejscowej policji. Mężczyzna zwrócił niemal od razu swoją uwagę na nich, ale jeszcze się nie zdecydował czy włączyć się w rozmowę czy podsłuchiwać z pewnej odległości.  Uśmiechnął się w tak irytujący sposób, że Evi chciała zrobić zdjęcie i zachować, a potem wymienił spojrzenia z Damonem. Eviliddles po kontrolnym zerknięciu zdała sobie sprawę, że Damon nie wyglądał na zadowolonego, raczej rozczarowanego, jakby w tym roku odwołali święta.
- Klaus, co za miłe spotkanie – uśmiechnął się Damon w bardzo wymuszony sposób.
To, że mieli teraz wspólny cel, czyli znalezienie magicznego (i możliwe, że wyimaginowanego) lekarstwa, nie znaczyła, że zaczęli całować się w policzki na powitanie. Sekundę później Damona olśniło, że nie mają już wspólnego celu, bo przestało mu zależeć na powodzeniu misji „Elena Gilbert znowu ludziem”, o czym już ją poinformował. Nie przyjęła tego z zadowoleniem. Evi tymczasem pomyślała, to Klaus, ten Niemiec, ten, co zapłodnił kogoś tam.
- Kim jest twoja urocza towarzyszka? – zapytał hybryda, unosząc brew z zadowolonym uśmiechem. – Czy nie powinieneś spędzać czasu z naszą kochaną Eleną?
- Co?! Nie! – wybuchnął Damon. – Teraz możesz mówić, że to twoja kochana Elena. Ja już mam dość tego całego dramatu.
- Wyluzuj, Damon – rzuciła Evi. – Bo się zaplujesz na śmierć. – Odwróciła się do Klausa i wyciągnęła rękę. – Eviliddles Salvatore, miło mi.
Damon uśmiechnął się z satysfakcją, kiedy zszokowany Klaus zbierał swoją szczękę z podłogi.
- Niklaus Mikaelson – ucałował jej rękę. Eviliddles nie wyglądała na większą fankę etykiety dworskiej. – Ale wszyscy mówią na mnie Klaus.
- Brzmi trochę po niemiecku – zauważyła Evi. Damon parsknął śmiechem, bo jedynym Niemcem, jaki kojarzył mu się z Klausem, był Hitler.
Klaus uśmiechnął się krzywo, a dostrzegając machającego w jego stronę Kola, wstał, pożegnał się grzecznie i wyszedł. Niezrażona tym Evi zaczęła wypijać swojego Sprite’a, porażona stwierdzeniem, że polubiła blondyna.
Gdy Rebekah skończyła swój monolog i wysłuchiwanie komentarzy i pytań Admes, która słuchała jej z uwagą od początku do końca, zadowolona opuściła pensjonat. Stefan nie zauważył tego, zbyt zajęty graniem w jakieś myszki. Admes zajrzała mu tylko przez ramię, a potem wzięła „Harry’ego Pottera i Kamień Filozoficzny” i zaczęła czytać.
Docierała już do momentu, w którym Hagrid oprowadzał Harry’ego po ulicy Pokątnej, gdy Eviliddles i Damon wrócili do domu. Znaczy - Evi weszła, a Damon raczej się wczołgał.
- Jeszcze nie skończyłeś świętowania? – zapytał Stefan, nie odrywając się od gry. Zaciekawiona wyrwała mu telefon z rąk, ignorując pełne protestu krzyki brata.
- Nieee! – krzyknął Stefan, kiedy po odzyskaniu telefonu zauważył, że przegrał. – Przesyłam wyrazy nienawiści.
- Też w to gram. – Eviliddles zaczęła wbiegać po schodach. – Dobranoc!

Admes poszła w ślady Evi, nie odrywając się od książki i mrucząc ciche „branoc”. Obie planowały położyć się spać, a rano, cóż, Evi planowała swój poranek na popołudnie. Stefan i Damon zostali sami. Tyle, że obaj byli zajęci – Stefan graniem, a Damon z dywanu się zbieraniem.  

1 komentarz:

  1. UWIELBIAM! ♥
    PISZ 5! DAWAJ, DALEJ, NO!
    GO GO POWER RANGERS!
    ALBO ZAMÓWIĘ CI.. REDBULLA, ŻEBY CI DODAŁ SKRZYDEŁ.
    JA JUŻ ODFRUNĘŁAM.
    CZEKAM NA WIĘCEJ
    I ŻYCZĘ WENY, JEŻELI JEJ CI TYLKO POTRZEBA. ♥:')

    OdpowiedzUsuń