Następnego dnia o świcie, gdy
Damon wszedł do kuchni, zauważył porozstawiane wszędzie liczne probówki, jakby
ktoś próbował zmienić kuchnię pensjonatu na laboratorium, oraz przewrócone
krzesło. Uniósł jedną brew, po czym wzruszył ramionami i przeszedł przez pokój
ostrożnie. Gdy dotarł do blatu, nalał sobie wodę do szklanki i w przyjemnej dla
ucha ciszy wypił jej zawartość. I tak kilkanaście razy.
Gdy odstawił szklankę do zlewu,
do kuchni weszła Admes. Admes, która
wyglądała jak dziecko zombie i potwora Frankensteina, przy okazji bardzo blisko
spokrewnionego z polskim upiorem. Podsumowując, wyglądała strasznie, a nawet straszniej
od strasznie i patrząc na nią, miało się ochotę tylko płakać oraz wyciągać
kołek. Ale tak to działało w stosunku do dwóch nastolatek, które zostały wzięte
pod opiekę przez Salvatore’ów.
- Nie spałaś? – zapytał beztrosko
szeptem, obserwując jak nastolatka zaczyna machinalnym ruchem zbierać Zestaw
Szalonego Chemika i czyści go, będąc na autopilocie.
- Nie mogłam zasnąć – jęknęła
tonem, po którym domyślił się, że owszem, mogła.
Damon przewrócił oczami,
powstrzymując się przed złośliwym komentarzem. Domyślenie się, że zrobiła to
specjalnie, przy okazji lekceważąc swoją potrzebę snu i zdrowie, nie było
trudne.
- Taaa, jaasssne – mruknął,
podchodząc do niej.
Spróbował zabrać jej probówkę,
która chwilę potem roztrzaskała się na podłodze. Damon teoretycznie mógł
powstrzymać szklany przedmiot przed upadkiem, ale wampir na kacu nie jest tak
sprawny jak normalny wampir.
- Sorry – westchnął nieprzejęty.
- Sorry?! Sorry?! Myślisz, że
gdyby mugole przeprosili Voldemorta, przestałby ich zabijać?! Że gdyby Hitler
przeprosił Żydów i Europę i świat, jego grzechy byłyby odpuszczone?! Chcesz
płonąć w piekle/zwiedzać Tartar/żeby twój duch włóczył się po świecie, nie
zaznając spokoju?!
- Może… dokończę za ciebie
sprzątanie, a ty pójdziesz się położyć? – zapytał nieco zbity z tropu Damon,
unosząc brwi.
- Okej – zgodziła się potulnie i
odeszła, nucąc pod nosem jakąś dziwną piosenkę.
Damon, mimo swoich dobrych chęci,
nie zamierzał sprzątać po kuzynce, więc
poczekał chwilę na miejscu i pooglądał sobie sufit. Na jego twarzy
pojawił się szyderczy uśmieszek, kiedy do kuchni wszedł Stefan. Stefan stanął
tuż przy framudze drzwi. Stefan w szlafroku. Zaskoczony Stefan. Stefan ze
zmarszczonym czołem.
- Co to za krzyki? – zapytał,
zakładając ręce na piersi. – Admes?
- Mała ma problemy ze snem –
wyjaśnił Damon ze wzruszeniem ramion,
- Mała? – Stefan uniósł lewą
brew.
- Taaa. Mała, słodka Admes. I
zadziorna, urocza Eviliddles. I ty. I ja. Fajna rodzinka, nie? Powinni o nas
napisać jakąś książkę. – Damon wyszczerzył się do brata.
- Damon… O nas już jest seria
książek, serial i masa fanfiction w Internecie… - Stefan zagryzł dolną wargę.
- Tak długo jak nie łączą mnie z
Klausem, mogą żyć – oznajmił Damon, wychodząc. – Posprzątaj.
Stefan westchnął, posprzątał i
zrobił naleśniki, popijając kawę od czasu do czasu i parę razy ją na siebie
wylewając. Gdy skończył, do kuchni wkroczyła dumnie Caroline. Wyglądała jak
wiosna, promienista i świeża, w zwiewnej zielonej sukience.
- Cześć – rzuciła na wejściu z
uśmiechem.
- Cześć… - odpowiedział niepewnie
Stefan. – Mogę w czymś pomóc?
- Miałam ostatnio sprawę, ale was
nie było i załatwiłam to sama. Dzięki, że zostawiłeś kartkę. – Stefan westchnął
z ulgą. – Ale słyszałam ostatnio coś ciekawego. Bonnie powiedziała, że wie od
Eleny, która wie od Matta, że Damon był wczoraj w Mystic Grill z jakąś młodą
dziewczyną. – Caroline nachyliła się do niego, szepcząc teatralnie. – Wiesz coś
o tym?
- To nasza siostra, Evi –
wyjaśnił szatyn, na co oczy blondynki rozszerzyły się w zaskoczeniu.
- Macie siostrę, o której nikt
nie wie? Nieładnie, Stefan. – Caroline puściła mu oczko. – Chcę wszyyystko
wiedzieć.
- My też nie wiedzieliśmy –
bronił się Stefan. – Dopiero wczoraj nam o tym powiedziano.
- Jak mogliście o tym nie
wiedzieć? – zapytała Caroline, pstrykając go karcąco w nos.
- Jak to jak? Normalnie… -
prychnął Stefan. – Nigdy wcześniej jej nie widzieliśmy.
- Czyli w naszym miasteczku
pojawił się kolejny wampir? Świetnie… Jeszcze trochę i nie będzie co jeść. –
Caroline westchnęła. – Jakby tego było mało, to jeszcze kolejny Salvatore.
- Ej! – oburzył się Stefan. – Evi
nie jest wampirem.
Oczy Caroline rozszerzyły się w
szoku, a do kuchni wszedł Damon. Zaraz za nim wczołgała się Evi w piżamie i
roztrzepanych włosach. Caroline patrzała się na nią jak na ducha, gdy szatynka
usiadła przy stole, nawet ich nie zauważając i zaczęła jeść śniadanie. Stefan mógłby
nakręcić dokument o swojej siostrze, a w nim na pewno umieściłby informację o
tym, że Evi nie jest rannym ptaszkiem. I nawet południowym.
- Mógłbyś wyjaśnić mi, jak to
możliwe, że wy – tu wskazała palcem Damona i Stefana – którzy macie ponad sto
lat, macie siostrę, która jest nastolatką?
- Może ja się tym zajmę. – Damon wyszczerzył
się w jej stronę. – Zaczynamy od postaw. A było to tak…
*zwija się na podłodze ze śmiechu, łzy lecą jej strumieniami*xD
OdpowiedzUsuńO em dżi... XDD Kobieta-z-referatem wreszcie dała super-hiper-genialny rozdział! NO TY WIESZ, ŻE JA CZEKAM NA WIĘCEJ... :D