Gdy Stefan Salvatore sprawdzał
rano pocztę, wśród wszędobylskich rachunków za wodę, prąd i reszty znalazł
list. Schludną i elegancką kopertę, którą obejrzał ze wszystkich stron, trwając
w zdziwieniu. Kiedy dostrzegł, że koperta jest podpisana imieniem i nazwiskiem
jego babci, zmarszczył czoło i uniósł brwi. Babcia, o ile dobrze pamiętał,
trzymała się całkiem nieźle, gdy wyjeżdżał, ale bez przesady - powinna od dawna
wąchać kwiaty, jak uwielbiała to robić we wspomnieniach sobowtóra, tyle że od
spodu.
Postanowił wręczyć kopertę
Damonowi i zobaczyć jego reakcję- może wie coś o spawie babci, a jeśli nie,
najwyżej zapewni mu rozrywkę. Swojego starszego brata znalazł leżącego na
kanapie w salonie (niektórzy zwykli pomieszczenie to nazywać salą balową) z
cierpiętniczym wyrazem twarzy. Miał na sobie wczorajsze ubrania, przesiąknięte
zapachem alkoholu. Stwierdzanie rzeczy oczywistych wydawało się Stefanowi
zbędne, ale to nie on tu jest panem, tylko ja.
- Świętowałeś coś? - zapytał szatyn głupio, marszcząc czoło.
- Ja i Elena zerwaliśmy. - Brunet przetarł
oczy, podnosząc się do siadu. - Opijałem to całą noc.
- Widać - parsknął Stefan,
wywracając oczami i utrzymując czoło wciąż w stanie zmarszczonym. - Dostaliśmy
list od babci. Tak myślę.
- Od babci? - ziewnął Damon,
wcale nie zaskoczony. – Super, od dawna nie pisała. Wiesz, dlaczego pisze?
Znowu przegrała wszystko w pokera?
Damon wyrwał Stefanowi kopertę z
rąk i otworzył ją niecierpliwie. Gdzieś spod kanapy wydostało się ciche skomlenie, ale
starszy Salvatore uciszył je nerwowym syknięciem. Narrator, czyli ja, pozwolił
Stefanowi nie pytać o coś, czego ten nie chciał wiedzieć, ale szatyn nie okazał
wdzięczności. Będzie smażył się w Piekle. Zapadła cisza, Damon czytał list
przez kwadrans.
- O co chodzi? - zapytał w końcu
Stefan. - Ktoś umarł?
- Gorzej - jęknął Damon, rzucając
mu kartkę. - Babcia nie czuje się już na siłach i przekazuje nam jakieś prawa
czy coś, których nie możemy się pozbyć, bo jej adwokat wycisnął wszystkie nasze
brudy. I chce, żebyśmy ją odwiedzili.
Stefan zemdlał z nadmiaru wrażeń -
nigdy nie lubił uczuć po wizytach u babci, do których zmuszał go ojciec (do
tych wizyt, nie uczuć). Damon potarł podbródek w zamyśleniu; o jakie prawa
chodziło?
XXX
- To jedziesz czy nie? - zapytał
już mocno poirytowany Damon, stojąc w drzwiach. Zadawał to pytanie już któryś
raz z kolei i miło byłoby, gdyby usłyszał odpowiedź. Zmusimy Stefcia do
uprzejmości, ha!
- Już, już - westchnął Stefan,
idąc w jego kierunku. - Co nagle, to po diable…
- Powiedział Rozpruwacz -
zakończył Damon, patrząc, jak jego brat zamyka drzwi na klucz i przykleja do
drzwi kartkę z napisem: „Odbywamy podróż w interesach. Będziemy dostępni jutro
od godz. 1000. Miłego dnia.” - Po co właściwie to zostawiamy?
- Bo Caroline chciała pomocy w
poradzeniu sobie z podrywem Klausa? - Stefan uniósł brwi. - Nie wiem jak ty, ale
ja nie lubię podpadać ani Klausowi ani Caroline.
- Co Barbie mogłaby nam zrobić? -
zaśmiał się Damon ironicznie.
- Ha, ha. Raz za jej sprawą obudziłem
się przebrany za kobietę w rosyjskim burdelu. I mało brakowało, a miałbym
klienta! - wyznał Stefan z cierpiętniczym wyrazem twarzy.
Damon milczał przez całą drogę,
utrzymując idealnego pokerface’a. Pewnych rzeczy po prostu nie chciał wiedzieć.
Hahah♥
OdpowiedzUsuńI tak czytałam to wcześniej, ale musiałam jeszcze raz. ^___^
Czekam na 1 rozdział na blogu i dalsza część w Twoim zeszycie, zrozumiano?
Życzę weny:')
Całkiem fajnie sie zapowiada. :)
OdpowiedzUsuńAle mam taką małą poradę.
Zmień kolor tekstu bo mi (nie wiem jak innym) trudno było przeczytać.
Ogółem jest super i czekam na 1 rozdział.
Super! bardzo mi sie podoba. oby tak dalej :)))
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział. :)
OdpowiedzUsuńO boże. :')
OdpowiedzUsuńAdmesiątko jest pewne że żadnych kokainen? :')
A tak serio to uśmiałam się :')